Szukaj na tym blogu

piątek, 1 grudnia 2017

Stanisław Fijałkowski. Nowe obrazy (Łódź, Galeria Olimpus, od 03.11.2017)



Taka wystawa jest wydarzeniem w życiu kulturalnym miasta, a nawet Polski. Stanisław Fijałkowski  (ur. 1922) pokazał, że dalej rozwija swoją oryginalną koncepcję która wywodzi się z kilku źródeł: konstruktywizmu, nadrrealizmu, archetypowego gestu=zapisu, który tak trudno określić. Ten gest, ma w sobie "coś" z tradycji sztuki Dalekiego Wschodu, istnieje w kaligrafii, ale odnosi się także do tradycji surrealistycznego zestawienia/przeciwstawiania wizualnych znaczeń (np. Rene Magritte). Ale również, jak trafnie zauważył to w tekście do katalogu wystawy, Janusz Głowacki, jest tu zawarta określona aura poezji czy poetyckiego spojrzenia na codzienną rzeczywistość.

Malarstwo Fijałkowskiego próbuje dotrzeć do ostatecznej idei obrazu, jego istoty, jak to czynił także, także pod wpływem Fijałowskiego oraz konceptualistów, Mikołaj Smoczyński. Oczywiście Fijałkowski odwołuje się także do tradycji innych wielkich tworów, jak Kazimierz Malewicz, Wassily Kandyński i Mark Rothko. Ale w swym ostatecznym wyrazie jego malatswo jest inne. Oczywiście nie wszystkie obrazy muszą budzić podziw czy się podobać. Mogą wywoływać także pewnego rodzaju zwątpienie. Ale jest to na pewno ciekawa ekspozycja.

Artysta w ostatnich latach w Łodzi miał dużą wystawę w Atlasie Sztuki. W Muzeum Sztuki w Łodzi w 1996 roku odbyła kamerlaną ekspozycja pt. Droga, czyli dawno temu. Z pewnością zasługuje już na monumetlane opracowanie, gdyż zdaniem wielu, oczywiscie nie wszytskich, jest nie tylko najwybitniejszym po wojnie uczniem Strzemińskiego, ale jednym najważniejszych malarzy i grafików polskich po II wojnie światowej. Także w sferze teorii sztuki. Z tego powodu, o co dopomina jak najsłuszniej Wojecich Leder, Stanisław Fijałkowski zasługuje szczególnie w Łodzi i w Muzuem Sztuki, na dużo więcej, jak miało to miejsce np. za dyrektora Ryszarda Stanisławskiego.

W 2001 roku napisałem tekst poświęcony Fijałkowskiemu pt. Mądrość sztuki ("Exit", 2001 nr 3), gdzie na s. 2468 napisałem: "Wielkość Fijałkowskiego polega na tym, że na początku lat 60. i 70. z elementów artystycznych i ideowych, pozornie obcych, a nawet sprzecznych ze sobą, jak konstruktywizm, surrealizm, religioznawstwo stworzył sztukę o medytacyjnym charakterze, ukazującą pokorę wobec zwartego w niej pierwiastka transcendentalnego, chociaż czasami nie pozbawioną elementu ironii."

Czekamy więc na wielką ekspozycję monograficzną w Łodzi, w Warszawie czy w Krakowie. Dlatego słowa uznania dla Galerii Olimpus (Adam Jaśkiewicz i Adam Rakowski) oraz dla kuratora Wojciecha Ledera.

Kolejna wystawa jubilata,który na początku listopada obchodził 95. urodziny otworzyła się w Warszawie 30.11 w Piękna Gallery pod tytułem Stanisław Fijałkowski. Młody człowiek planuje podróż. Jest to bardzo dobra inicjatwywa, godna warszawskiej Zachęty.

02.XI.2017

04.XI.2017

04.VII.2017

09. VIII. 2017

16.IX.2017

17. VIII. 2017
25. VIII. 2017

19. VIII. 2017

wszystkie reprodukcje dzięki uprzejmości Galerii Olimpus 





niedziela, 12 listopada 2017

Listy Matthew S. Witkovskiego (2004) i Romany Schuler (2003) do Krzysztofa Jureckiego. Z cyklu archiwalia

Takie spotakanie i dyskusję o fotografii, jaką odbyłem w 2004 roku w Muzuem Sztuki w Łodzi z Amerykaninem czeskiego pochodzenia Matthew S. Witkovskim pamięta się do końca życia. Można było z nim dyskutować  np. o fotografii polskiej, czechosłowackiej, francuskiej albo rosyjskiej. Zresztą o fotografii czeskiej napisał dokorat. Witkovsky przygotował wielką i bardzo ciekawą koncepcyjnie wystawę Foto. Modernity in Central Europe, 1918-1945. Pamiętam nasze szeczegółowe rozważania na temat fookolaży Kazimierza Podsadeckiego, którego twórczość obok Witkacego, Janusza M. Brzeskiego, należy do kanonu fotografii modernistycznej tego okresu w Europie. Wystawa kończyła się cyklem fotokolaży Władysława Stzreminskiego Moim przyjaciołom Żydom. Właśnie Witkovsky wprowadził cykl Strzemińskiego jako pierwszy do światowego obiegu fotograficznego, nie zaś, jako uzupenienie cykli rysunkowych, jak to miało miejsce do tej pory. Ten cykl jest dziełem na granicy fotokolażu i kolażu, ale fotografia odgrywa w nim decydujacą rolę.

Okładka katalogu Foto. Modernity in Central Europe, 1918-1945, 2007


Jako kurator MS w Łodzi współpracowałem także z Romaną Schuler i Goschką Gawlik przy wystawie Der neue Staat. Ekspozycja konfrontowała nurt tradycyjny z modernistycznym, na niekorzysć tego drugiego, co można nawet uznać na błąd programowy w sensie muzealniczym. Tym razem także, jako autor jednego z tekstów w dużym i ważnym katalogu. Napisałem esej o fotograficznej twórczości Witkacego, który zamieszczam poniżej. Czy wszystko wiemy na ten temat? Oczywiście nie. Najważniejsze na ten temat są moim zdaniem teksty Stefana Okołowicza i Urszuli Czartoryskiej. 

W Polsce obchodzny jest w tym roku jubiluesz 100-lecia ruchu awangardowego. Czy któryś z polskich katalogów dorówna prezentowanym tutaj dwóm wydawnictwom? Zobaczymy, może oceni  to historia, a włąściwie historycy za lat kilka lub kilkanaście. Ale może nikt tego nie porówna i nie wyciągnie żadnych konkluzji.





Okładka katalogu

Der neue Staat. Zwischen Experiment & Repräsentation. Polnische Kunst 1918-1939.

Hg. Romana Schuler & Goschka Gawlik. Katalog, Leopold Museum, Wien 2003





sobota, 28 października 2017

Festival Interphoto in Białystok "Limits of Tolerance" (September-October 2017)

Krzysztof Ligęza
When I arrived in Białystok on Sunday, the weather was sort of apocalyptic. Rain, wind, cold, but I would rather not write about it. Impressions on weather are not that significant in this context; photography, meetings and new acquaintances are important. I am glad that at the festival I was able to show the exhibition of KrzysztofLigęza, a photographer who is very well prepared - both from the technological and theoretical side; not only in the field of photography, but also in the theory of art, including its latest praxis. I opened his exhibition Trees-Shadows-Dreaming on the 18th September 2017 with pleasure. Together with Krzysztof we attended all the exhibitions described below. He is also the author of photographic documentation. Unfortunately, I did not have enough time to visit all the festival's shows.

K. Ligęza, Faces of Time
K. Ligęza, Exhibition's view, image by K. Ligęza
Part of Krzysztof Ligęza exhibition, image by K.Ligęza

Bogdan Konopka
A lot of the aesthetic pleasure was delivered to the audience by exhibition of Bogdan Konopka, who interestingly arranged it, combining several earlier works – e.g. images from Central Europe (settlement with the heritage of communism), China, cemeteries of Southern Poland (Galicia region), as well as (previously unknown to me) Paris portraits and a very personal series dedicated to the memory of the artist's daughter. The final photograph (flaming dress) is a personal farewell, but also, I suppose, a spiritual catharsis.

Image by K.Ligęza
Image by K.Ligęza
Image by K.Ligęza
Image by K.Ligęza

Image by K.Ligęza
Antanas Sutkus 
Very important Lithuanian, and formerly Soviet, photographer. Due to the state of his health, unfortunately, he was not able to attend his exhibition opening. The show consisted many famous works, including portraits, but not quite properly arranged and hung up. There were also no signatures. Some of the works were added from other series than the entitled People of Lithuenia. We could wonder what photographers were a source of inspiration to Sutkus in the 1960s? I think not only Soviet but also American and French. Nevertheless, he created a very interesting style, allegorically depicting the sadness of the former USSR and the nostalgic face of the real communism.
Image by K.Ligęza
Image by K.Ligęza
Image by K.Ligęza 
Antanas Sutkus, Dżukija surroundings, 1969 (Festival's press release)

Wojciech Zawadzki 
It was an important show under a bit misleading title Hobbiton, though unfinished (Wojciech Zawadzki unfortunately died this year) and due to this fact - inconsistent. We have seen images from the United Kingdom from the late 80's, but also from Poland. Interestingly, the Hobbition is a town in New Zealand - a popular tourist destination, "movie set", referring to the famous film adaptation of Tolkien. Probably Zawadzki wanted to show his specific emotional state, connecting theoretically different realities. In a paradoxical and surrealist way he confronted the title with images, which also took place in his earlier and very well known series My America. We saw photographs taken during a car journey, seascapes, degraded backyards, as in photographs by Zbigniew Dłubak (Landscapes series) and gates, which of course remind Andrzej J. Lech, one of the most important artists/friends for Zawadzki. Well, we have to say with a sadness, "the charismatic Wojtek is gone". However, his true photographs will always remain, in the sense of ontological compatibility with his personal views on the primordial subject – the essence of photography.

Image by K.Ligęza
Image by K.Ligęza
Festival's press release
Festival's press release
Author ot this blog at W. Zawadzki exhibition, image by K.Ligęza
Image by K.Ligęza

Zero 61 Group
Admittedly, the exhibition is much smaller than the one shown in Łódź at the Museum of Art at the turn of 2016/2017, but it is worth remembering anyway. All the paths leading to the latest Polish photography, creative and non-documentary, both in black and white and in color, can be derived from the group's activities. We can think of what technique or its specific use was the most important for the group members. Probably photocollage and various types of photomontage (Jerzy Wardak, Andrzej Różycki, Józef Robakowski, Czesław Kuchta, Michał Kokot, Wojciech Bruszewski). Certainly their works will be followed by further interpretations.

Antoni Mikołajczyk, In memory of the shot, 1968. colour photography, (Festival's press release)
Andrzej Różycki, The Cage,1969 (Festival's press release) 

Other exhibitions 
I saw an interesting exhibition by Alexander Vasukovich (Minsk) about the Ukrainian battalion Donbas fighting Russian separatists. Interestingly, it was accompanied by a film, in which the same show was destroyed in Moscow at  A. Sakharov center. The exhibition of Martin Kollar was very well presented, but it was significantly smaller that the one previously shown in Łódź this year. In Białystok this Slovak photographer shown a wide range of subjects (buildings, military maneuvers, medical experiments), but also quasi documentary, quasi oniric landscapes from Israel. I also enjoyed other exhibitions: Marek Noniewicz, (I need to mention, however, that only a few new works have been created within the framework of this series, which I have known for at least last 5 years), Hungarian István Halász, Latvian Arnis Balcus and Tomasz Michałowski. I have some doubts related to the last exhibition as the author repeats his very intriguing style of the 90s, and in the self-portrait leans towards the "oddity", known mainly from the paintings of Zdzisław Beksiński. Interestingly arranged, but somewhat too much “pop” in its expression was the exhibition of Jan Pohribny (Czech Republic) Lost in Paradise. I was not able to see Janusz Połom's exhibition (Forest Shroud), but I saw it earlier on in Łódź.
Jan Pohribny, Untitled, from Lost in Paradise exhibition(Festival's press release)
Arnis Balcus, from Victory Park exhibition (Festival's press release)

Martin Kollar, from Field Trip exhibition (Festival's press release)

Aleksandr Vasukovich, A Commemorative Photo, (Festival's press release
Tomasz Michałowski, from Inner Landscape exhibition (Festival's press release)
Tomasz Michałowski, from Inner Landscape exhibition (courtesy of the author) 

Final remarks 
My text is not a formal review, but a sketch of what I would like to preserve in my memory. I have not seen the student shows from Łódź, Bratislava, Poznan, etc., as I did not have enough time, besides I am a bit fed up with such exhibitions, as these are usually an overview of contemporary trends. I did not like the exhibitions of artists from Ukraine, including the Knowns-Unknowns, except works of Viacheslav Poliakov. But is it difficult to predict whether a correct choice was made? We know little about Ukrainian photography, why is this show important. I think that in 2017 the most important Polish photography festival took place in Białystok. Other festivals are eclectic (Opole), local (Sopot) or lost in theoretical (but just in theory) speculations on e.g. the subject of post-truth (Cracow, Łódź), and as a result of this everything is analyzed... and in real tends to the "art for kids" level... 

Grzegorz Jarmocewicz (director of festival), K. Jurecki, K. Ligęza and Aleksandr Vasukovich. Phoyo by Monika Pańko

czwartek, 26 października 2017

Festiwal Interphoto w Białymstoku. Granice tolerancji (wrzesień-październik 2017)

Krzysztof Ligęza
Kiedy przybyłem w niedzielę do Białegostoku pogoda była iście apokaliptyczna.Deszcz, wiatr, zimno, ale nie o tym chciałbym pisać. Wrażenia pogodowe są w ostatecznym rezultacie mało istotne, liczy się fotografia, spotkania, nowe znajmości. Cieszę się, że na festiwalu mogłem pokazać wystawę Krzysztofa Ligęzy - fotografa, który jest bardzo dobrze przygotowany zarówno od strony technologicznej, jak i teoretycznej; nie tylko w dziedzinie fotografii, ale także teorii sztuki, w tym jej najnowszej praxis.  Z przyjemnością 18.09.17 otworzyłem jego ekspozycję Drzewa-Cienie-Śnienie. Razem z Krzysztofem oglądałem wszystkie wystawy. On jest także autorem fotograficznej dokumentacji. Niestety,  na wszystko nie starczyło czasu.


Krzysztof Ligęza, Twarze czasu, 

Krzysztof Ligęza Drzewa-Cienie-Śnienie, widok wystawy, fot. K. Ligęza


Fragment wystawy Krzysztofa Ligęzy. Fot. K. Ligęza


Bogdan Konopka
Wiele przyjemności estetycznej sprawiła widzom wystawa Bogdana Konopki, który ciekawie ją zaaranżował i połączył kilka wcześniejszych dokonań, na które skladały się m.in. zdjęcia w Europy Środkowej (rozliczenie się z dziedzictwem komunizmu), z Chin, czy z cmentarzy z Galicji, a także nieznane mi paryskie portrety oraz bardzo osobista seria  poświęcona pamięci córki artysty. Finalna fotografia (płonąca suknia) stanowi pożeganie, ale także, jak przypuszczam, duchowe oczyszczenie.

fot. K. Ligęza
fot. K. Ligęza
fot. K. Ligęza
fot. K. Ligęza



fot. K. Ligęza

Antanas Sutkus
Bardzo ważny fotograf litewski, a wcześniej radziecki. Z racji stanu zdrowia, niestety, nie przyjechał  na otwarcie wystawy do Polski. Ekspozycja składała się z bardzo wielu znanych prac, w tym portretów, ale nie do końca należycie została powieszona. Brakowało też podpisów. Niektóre prace pochodziły z innych cykli, niż tytułowy Ludzie Litwy. Można się zastanawiać z jakich fotografów czerpał inspiracje Sutkus w latach 60.? Sądzę, że nie tylko z radzieckich, ale także z amerykańskich i francuskich. Niemniej stworzył bardzo ciekawy styl, w alegoryczny sposób pokazujący smutek ZSRR i nostalczne oblicze realnego komunizmu.

fot. K. Ligęza
fot. K. Ligęza
fot. K. Ligęza
Okolice Dżukiji, 1969 (materiały prasowe festiwalu)

Wojciech Zawadzki
Była to ważna ekspozycja pod trochę mylącym tytułem Hobbiton, choć nieskończona (Wojciech Zawadzki zmarł br.) i w zwiazku z tym niespójna. Oglądaliśmy prace z Wielkiej Brytanii z końca lat 80., ale także z Polski. Intresujące jest, że miejscowość Hobbition znajduje się w Nowej Zelandii i jest popluranym miejscem turystyczne tzw. "movie set", odnoszacym się do słynnych ekranizacji Tolkiena. Prawdopodobnie Zawadzki chciał pokazać swój określony stan emocjonalny, łączący teoretycznie odmienne rzeczywistości. W paradoksalny i surrealistyczny spósób zderzył tytuł z obrazem, co miało takze miejsce w jego wcześniejszym bardzo znanym cyklu Moja Ameryka. Oglądaliśmy zdjęcia wykonane w czasie podróży samochodowej, pejzaże morskie, zdegradowane podwórka, jakby z fotografii Zbigniewa Dłubaka (cykl Krajobrazy) i furtki, przy których oczywiście przypomina się Andrzej J. Lech, jeden z najważniejszych dla Zawadzkiego twórców/przyjaciół. No cóż, trzeba powiedzieć, "nie ma już charyzmatycznego Wojtka". Na zawsze pozostaną jednak jego prawdziwe zdjęcia, w sensie ontologicznej zgodności, z osobistymi poglądami na prymarny temat na czym polega istota fotografii. 




fot. K. Ligęza
fot. K. Ligęza
(materiały organizatora)
(materiały organizatora)
K. Jurecki oglada wystawę W. Zawadzkiego, fot. K. Ligęza
fot. K. Ligęza

G
rupa Zero 61
Co prawda wystawa jest dużo mniejsza, niż ta pokazana w Łodzi w Muzeum Sztuki na przełomie 2016/2017, ale i tak warta jest przypomnienia. Z działań grupy można wyprowadzić prawie wszystkie ścieżki prowadzące do najnowszej fotografii polskiej, o charakterze kreacyjnym, nie zaś dokumentalnym, zarówno w wersji czarno-białej, jak też kolorowej. Można zastanowiać się, jaka technika czy jej specyficzne użycie było najważniejsze dla „zerowców”. Chyba fotokolaż i różne odmiany fotomontażu (Jerzy Wardak, Andrzej Różycki, Józef Robakowski, Czesław Kuchta, Michał Kokot, Wojciech Bruszewski). Z pewnością  ich twórczość doczeka się kolejnych interpretacji. 

Antoni Mikołajczyk, Pamięci rozstrzelanych, 1968. fot. barwna, (materiały organizatora)

Andrzej Różycki, Klatka, 1969 (materiały organizatora)

Inne wystawy
Obejrzałem ciekawą wystawę Alexandra Vasukovicha (Mińsk) tę  o ukraińskim batalionie Donbas walaczycym z separatystami rosyjskimi. Co ciekawe, towarzyszył jej także, film, na którym ta sama ekspozycja  została zniszczona w Moskwie w centrum im. A. Sacharowa. Bardzo dobrze prezentowała się ekspozycja Martina Kollara, znana z Łodzi, ale ze zdecydowanie mniejszją ilością prac. W Białymstoku słowacki fotograf na dużej przestrzeni pokazał różnorodność tematyczną (budynki, manery woskowe, eksperymenty medyczne), ale także spójność w dokumentalno-onirycznych pejzażach z Izarela. Dobrze wspominam również inne ekspozycje: Marka Noniewicza, (muszę jednak nadmienić, iż niewiele nowych prac powstało w ramach prezentowanego cyklu, który znam od przynajmniej pięciu lat) ,Węgra Istvána Halásza, Łotysza Arnisa Balcusa oraz Tomasza Michałowskiego. Do ostatniej prezentacji mam pewne wątpliwości, gdyż autor powtarza swój bardzo intresujący styl z lat 90. a w autoportrecie nieświadomie chyba zmierza w strone "dziwności", znanej z głównie malarskiej twórczości Zdzisława Beksińskiego. Ciekawie zaaranżowana, ale trochę popowa w swym wyrazie była ekspozycja Jana Pohribnego (Czechy) pt. Lost in Paradise. Nie zdążyłem zobaczyć  m.in. ekspozycji Janusza Połoma, ale wcześniej widziałem ją w Łodzi.


Jan Pohribny, bez tytułu, z wystawy Raj utracony, (materiały organizatora)


Arnis Balcus, z wystawy Victory Park (materiały organizatora)

Martin Kollar, z wystawy Field Trip

Aleksandr Vasukovich, Art Commemorative Photo, (materiały organizatora)

Tomasz Michałowski, z wystawy Pejzaż wewnętrzny (materiały organizatora)

Tomasz Michałowski, z wystawy Pejzaż wewnętrzny (dzięki uprzejmości autora)

Uwagi końcowe
To co napisałem nie jest recenzją, ale przeglądem tego, co chciałbym sobie utrwalić w swej pamięci. Programowo nie obejrzałem wystaw studenckich: z Łodzi, Bratysławy, Poznania, etc., gdyż brakło mi czasu, poza tym odczuwam pewien przesyt w związku z tego rodzaju ekspozycjami. Zazwyczaj jest to przegląd współczesnych trendów.  

Nie podobały mi wystawy twórców z Ukrainy, w tym Znani-Nieznani, poza pracami Viacheslava Poliakova. Ale trudno mi prognozować czy dokonano trafnego wyboru? Mało wiemy o fotografii ukraińskiej, dlaczego ekspozycja jest istotna.

Wydaje mi się, że w 2017 roku najważniejszy polski festiwal odbył się właśnie w Białymstoku. Inne są z założenia eklektyczne (Opole), lokalne (Sopot) lub zagubiły się w spekulacjach tylko teoretycznie teoretycznych m.in. na temat postprawdy (Kraków, Łódź), i w efekcie wszystko jest przedmiotem analizy...,a w praktyce zmierza do poziomu "art for kids".


Grzegorz Jarmocewicz, K. Jurecki, K. Ligęza, A. Vaskukovich, fot. Monika Pańko